Kiedy spotykam znajomego grafika, zazwyczaj rozmawiamy o konkretnym projekcie. Jak to się mówi – czas to pieniądz. W tle jednak brzmi parę taktów symfonii “Na temat stanu grafiki ogólnej i jak to wszystko jest do kitu a powinno być pięknie”.
#34 grafika plus produkt w artykule “Dizajnozurus wrak …” porusza jedną z tych kwestii. Powszechny dostęp do multimediów, internetu sprawił właśnie, że projektanci mnożą się pod strzechą w tempie szybkim. Z jednej strony to i dobrze, pracę można znaleźć czy hobby się zająć.
Druga i trzecia strona, to postulaty na rzecz akademickiego wykształcenia estetycznego oraz zawodu projektanta-rzemieślnika. Jak to tak, że jakiś przypadkowy człowiek zacznie tworzyć “wartości estetyczne” bez uprzedniego przygotowania i praktyki? Jak można dopuścić, by byle kto tworzył i sprzedawał “graficzne potworki” ?
To prowadzi do tak zwanego psucia rynku.
Rynek popsuć łatwo:
1. ściągamy piracki program do grafiki i ogłaszamy światu, że za projekt logo bierzemy 50 zł (o księdze znaku można doczytać na wikipedi).
2. klienci przyzwyczajają się do poziomu i cen. Co za tym idzie? Więcej projektów logo za 50-100 zł.
3. absolwenci ASP szykują lincz w formie kontra-bloga.
4. absolwenci ASP mają trudności ze sprzedażą produktu logo za 1200 zł.
5. klienci nie widzą różnicy pomiędzy wymienionymi projektami (50 vs. 1200 zł projekt)
Edukować klientów należy, w imię chleba powszedniego, co by wiedzieli który projekt do kosza wyrzucić. Tylko która średnia firma ma na to czas i kogo to obchodzi?