Mówimy różnymi językami. Definitywnie. Klient nie ogarnie różnic w konwersji z palety RGB na CMYK czy tego jak powinno używać się fontów. Klient zdecydowanie chce wynik, a grafik czy BOK pyta się go o dziwne rzeczy.
Klienci, którzy co nieco wiedzą też nie zawsze mają rację. Według mnie ulotki za szybę samochodów zimą to nieprzemyślany pomysł. Lepiej przyjść z problemem typu “Ten klej nam nie schodzi, może nowe pudełko zróbmy“. Bierzemy się do roboty, sprawdzamy rynek, może małe badanie, czy może mamy nowy produkt konkurencji… cokolwiek.
Klient często też ma już swój projekt, co raz częściej. Strategia uniezależnienia się od agencji reklamowych?
To nie działa! Mamy dodatkową pracę w przerabianiu i dostosowywaniu projektu do druku. W tym miejscu klient często nie zrozumie wymagań technicznych. Spady, profile kolorów, bigowanie i szparowanie.
Wszyscy się denerwują, bo “Jak tego można nie wiedzieć?!”
Przynoście szkice nawet na serwetce; nawet jeśli nie potraficie rysować.
Myślcie całościowo – spójna strategia i przekaz wizualny!
My będziemy tłumaczyć nawet rzeczy, które są oczywiste, więc czasem je pomijamy.

a wystarczyloby dostosowac jezyk i swoje myslenie do klienta i juz mozna sie dogadac
przeca klient do ciebie sie nie dostosuje